sioola blog

Twój nowy blog

Noc, papieros, łóżko.

Ile razy leżałeś, patrząc w sufit i myśląc, że masz kurewsko piękne życie? Ja setki. 

Lubię te momenty, kiedy czuję, że wszystkie moje błędy zaprowadziły mnie w to miejsce. Bo to miejsce jest najlepsze z dotychczasowych. A za tydzień będzie jeszcze lepsze. 

I przeklinam codzień tysiąc sytuacji, ściskam róg poduszki, wycieram wilgotne powieki. Czytam te maile sprzed ponad dwóch lat i notki sprzed ponad półtora roku. I czasem boliboli. Ale nie żałuję ani jednej chwili. Bo TO wszystko było po COŚ. 

I dziękuję za moje TO, które znam, i COŚ, którego jeszcze nie znam. Nie ma, że „się było i że się będzie”. 

JEST. Teraz. Łap to. Mimo wszystko.

„Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.”
Stanisław Lem.

Tenks, Stasiu. Pozwolisz, że zapożyczę?

Nie wiedziałam, że wśród moich znajomych jest tylu idiotów, dopóki nie poznałam portali społecznościowych.

Bo widzicie, ja stałam w pierwszym rzędzie napierdalających głową w ścianę, kiedy Kaczyński wygrał wybory prezydenckie. Serio. Poglądowo żeśmy się z chłopakiem nie zgrali – jasna sprawa. Ba, niektórymi jego pomysłami gardziłam. Tak szczerze. I nawet nuta żalu i wstydu się pojawiała, że mój Wydział go wypuścił w świat z doktoratem. A część jego wypowiedzi powodowała u mnie fizyczne dolegliwości. Naprawdę.

Ale pociekła łza.

A potem kolejne, bezsilności i wszechogarniającego wkurwu, kiedy zobaczyłam reakcje kilkorga znajomych. Bo u mnie też wywołują drwiący uśmiech te wszystkie świeczki, masowe przyłączanie się do grup fuckbookowych wyrażających żalwielkiiszczerydojutra, ale szczerze mówiąc wolę taki zryw osiągający wymiar kultu Mao, niż pogardę dla tych ludzkich odruchów i udawanie, że nic się nie stało.

Bo się stało. Bo zginął człowiek. Głowa Państwa. Facet, który poświęcił kawał swojego życia dla tego kraju. Bo z nim zginęło kilkadziesiąt innych osób, Mężów Stanu, którzy o ten kraj walczyli dzień w dzień na tej cholernej Wiejskiej i poza nią. Zginęli ludzie, których ceniłam, szanowałam, ludzie, którzy dla mnie jako obywatela byli ważni. Ludzie, których nazwiska na tej czarnej liście wywołały dziwny ucisk w środku i szklane oczy.

Stało się, bo zginął kawałek Polski, kurwać. I jeśli ktoś tego nie czuje, to jest skrajnie głupi.

I powiedz mi, robaczku jeden z drugim, czy ci lepiej, jak ustawisz buntowniczy opis, oskarżając ludzi o fałsz i hipokryzję?
Czy lepiej, jak dołączysz do 4 grup pod hasłem „w pamięci ofiar” pomiędzy akceptowaniem kolejnych zaproszeń na imprezy?

Chciałabym wyłączyć to pudło i palić papierosa w deszczu, ale nie umiem. Nie umiem oderwać się od tych manifestacji głupoty, zacofania, najbardziej żenującej formy lansu, braku zrozumienia, braku LUDZKOŚCI po prostu. Taka moja mała, prywatna martyrologia. Typowa dla Polski, słyszałam.

Dziwny świat. Dziwny kraj z dziwnym piętnem.

A Barca z Realem zagrają dziś w czarnych opaskach. I pójdę oglądać. Z bliskimi ludźmi, którzy ROZUMIEJĄ.

Lewus.

2 komentarzy

Noooo. To trochę mnie nie było. A jak jestem, tzn. że jest źle. A jutro będzie jeszcze źlej (najźlej).

Noga mnie zaczęła niedomagać. Lewa. Ni to drętwienie, ni to mrowienie, ni to ból. Chujwieco lewej nogi. No i fajnie. Podreptałam na wydział, cośtam poczytałam, noga trochę wkurwiała, no ale co ja się będę jakąś nogą przejmować. I tu nastąpiła niespodzianka, bo chujwieco było uprzejme rozprzestrzenić się na rękę. Również lewą. Doktor medycyny ze mnie taki sam, jak nauk prawnych, ale cośtam skojarzyłam, że może z pikawą niehalo, a może z nerwami. Z głową, się znaczy. W moim przypadku rachunek prawdopodobieństwa prosty jak budowa cepa, toteż udałam się do pani nojrolog. Zszedłszy prawie w poczekalni, bo rodacy nie wpadli na to, że jak się składam na trzy części na krześle, to niekoniecznie z tytułu hobby, wlazłam, pani popukała młoteczkiem, pomacała po szyi, pomiziała po głowie i stwierdziła, że jednak z główką coś nierówno. No tyle to ja i bez niej wiedziałam. Dostałam pigułek duzioduzio wszelkiej maści i tyle samo skierowań na jakieś różne badania. Z okazji końca roboczego tygodnia poszłam się wykrwawić do laboratorium (tradycyjnie mdlejąc na fotelu ku przerażeniu miłej pani w fartuszku) i chciałam grzecznie czekać na poniedziałkowe wyniki, z których chuja zrozumiem.

Niestety, życie lubi niespodzianki i mimo przyjmowania różnych dziwnych pilulek, co mi miały naprawić popsuty ośrodkowy układ nerwowy, nic się nie naprawiło, a popsuło się jeszcze bardziej. Bo moja cała lewa strona zrobiła się jeszcze bardziej lewa. Tak lewa, że postanowiłam jednak zgodnie z zaleceniem pani doktór potraktować swoje pozostałe trzy szare komórki rezonansem.

No i chodzić jak pingwin też nie lubię zbytnio.

A gdzie hit na dobry początek roku? Ano tu, że nadchodzący tydzień zmarnuję umawiając się z szamanami, co mi będę prześwietlać resztki mózgu i odczytywać hieroglify z moich badań krwi, jak już się z nimi umówię, to pewnie i się spotkam, a nadchodzący tydzień miał być tygodniem tryumfu. Gdyż ponieważ w nadchodzącym tygodniu miałam rozpykać pierwszy z trzech combobonusów. Niestety, stan obecny nauce nie sprzyja, bo w jednej pozycji jestem w stanie wytrzymać ok 15 sekund. Potem zaczynam wyć. A ino te trzy combobonusy dzielą mnie od skończenia przymusowej wydziałowej edukacji i radosnego okresu pieszczenia mojej pracy magisterskiej.

Ale sorry, nóńu, egzaminy skończysz pewnie w październiku. A najpewniej wujek dziekan w końcu się wkurwi i wypieprzy cię z hukiem na repetę. Albo w ogóle wypieprzy. I rację mieć będzie.

Trza było wcześniej zdać, społeczniarska ruro.

Damn.

1 komentarz

Ok, więc to je tak. Mam tak ciasną pętlę na szyi, iż ciaśniej się nie da. 

Nie mam czasu na ŻYCIE. Serio. I P., wiem, że mnie nienawidzisz, że mną gardzisz i najchętniej byś mi napluła w pysk i masz rację. Ale ja o Tobie myślę średnio 262781 razy dziennie, ino zanim uda mi się ubrać w słowa to wszystko, co chcę Ci powiedzieć/napisać, to jeszcze chwilę potrwa. Bo naprawdę nie mam się teraz czasu w dupę podrapać, a pisanie Ci jakichś farmazonów mija się z celem. I serio trzeba się nagimnastykować, żeby opisać to, co się dzieje wokół mnie przez ostatnie miesiące. Tak czy siak, nie wiem, jak Ty ze mną, ale ja z Tobą rozmawiam ;) Tylko mój standardowy okres wyłączenia się ze świata się tragicznie przeciągnął. 4-8 marzec jestem w Krakowie na miliard procent, więc szykuj się. K O C H A M. Twój niekontaktowy i aspołeczny dupek.

W piątek mam egzamin prawie tak zaległy, jak moje zaległości względem Biblioteki Wojewódzkiej, z której wypożyczyłam książki przed maturą. Iiii z kim ma egzamin niunia, która obraziła się na prodziekana, napisała odwołanie od jego decyzji do prorektora i jeszcze poszła nakablować na niego do dziekana? TAK! Z prodziekanem! :D No ale to, że na uczelni mam przejebane właśnie tak, a nie inaczej, chyba już naprrrrawdę nikogo nie dziwi.

Do tego do czwartku musimy zdać z J. trzy wypieszczone i wymuskane szafy dokumentów i czy muszę wspominać, iż jesteśmy w czarnej dupie? ;) Na szczęście tu już z górki. I fenk gad, gdyż pikawa mi ostatnimi czasy naprawdę nie wyrabia.

Poza tym w sumie constans. Na głowie jeden malutki i jeden OGROMNY projekt. I jestem taka ważna i zajęta. I kompletnie nieprzytomna. No i oczywiście jak już jest tak dramatycznie, że nie wiem, w co ręce włożyć, piszę notkę, żeby zmarnować kolejne kilkanaście minut :) Głupia rura.

A moj stan rozpierdolenia psychofizycznego rośnie i rośnie. I niedługo przerośnie mamę, tatę i sosnę.

No ale kto da radę, jak nie ja, rajt? ;)

Włanczam zegał!

Jest pusto. To wszystko. Puściej niż kiedykolwiek. W środku, na zewnątrz.
Burdel i pustka. Najgorsze możliwe połączenie.
Tęsknie za czymś, ale pojęcia nie mam, za czym. Za normalnością? To jest chyba teraz moja normalność.
Chce mi się płakać średnio osiemnaście razy dziennie, ale nie płaczę, bo po co. Płakałam tylko ze szczęścia, kilka razy w przeciągu tygodnia, bo jednak czasem sobie nie uświadamiasz jak wspaniałych ludzi masz wokół siebie, aż do wielkiego pierdolnięcia. Pierdolnięcie nastąpiło we wtorek, środę i piątek, toteż łzy lały się całkiem obficie.
Tak czy siak nie da się ukryć – P U S T O.
Z tego też tytułu idę uprawiać pustkę emocjonalną nad podłogą zawaloną gratami. Ona jedna po złości nie chce być pusta.
A żeby było tak superzabawnie, w Wigilę udaję się do pracy. Ihaha.
Człowiek, kurwa, orkiestra.
Ah, jakby kto pytał, pół roku mojego życia jest warte okrągły tysiąc złotych. Tak przynajmniej mniema korporacja.
Na święta życzę Wam w zasadzie tyle, żeby nie było pusto.

Tradycyjnie już P. przyjechała i P. pojechała.

„Czym się panie zajmujecie?”

Otóż panie zajmowały się głównie:

  • piciem,
  • paleniem,
  • jedzeniem niezdrowego żarcia (poza sushi i incydentem z sałatką zrobioną przez P, który chciałabym wymazać z pamięci, gdyż ponieważ sałatka w rzeczy samej była pyszna, no ale to ciągle warzywa, nie?),
  • mieszkaniem razem przez 90% czasu,
  • nienawiścią stosowaną do całego świata,
  • pogardzaniem Przyjaciółką z tytułu nieumiejętności wręczenia telefonu potencjalnemu mężczyźnie swojego życia (to ja P.) tudzież z tytułu brudnych nóg (to P. mną),
  • przyłapywaniem mojego szefa na wyrywaniu dwudziestek w Spatifie,
  • słuchaniem Pezeta wciąż i wciąż,
  • kupowaniem pięknych toreb,
  • „Przyjaźnieniem się” przez duże P,

a także sraniem pod siebie przed sesją w pełnym wymiarze godzin.

I spełniłam swoje perwersyjne marzenie (z małą pomocą P., która z cwaną miną stojąc przy McDonald’sowym śmietniku wycedziła „Patrz, te nie mają tego zabezpieczenia!”).

Teraz P. wróciła do Krakowa i stawiła czoła egzaminowi, którego zakres jest poza moimi zdolnościami percepcji. Ze starcia wróciła z tarczą, toteż uśmiech mam dookoła głowy.

Ja dla odmiany powinnam stawić czoła egzaminowi, który jest poza jakimikolwiek moimi zdolnościami. Czytam na zmianę trzy najbardziej rzygawiczne ustawy na świecie. Na raz jestem w stanie przebrnąć przez maks dwie strony. Potem umieram śmiercią tragiczną, czytając o budowach, przedbudowach, rozbudowach, nadbudowach i chuj wie jakich jeszcze „dowach”.

W pracy bajabongo na resorach. Jakbyście potrzebowali kogoś, kto na akord zeskanuje 300 stron aktów notarialnych, pliz du nat hezitejt tu kol mi.

No ale co tam. Mam nowy półsłużbowy telefon. Teraz tylko muszę przyciąć prezesa w burdelu, to dostanę mercedesa i wakacje na Maderze.

I ogólnie to… „Jak będę dała radę to tak, a jak nie to nie”. Proste, nie?

Jestem ekspertem przesuwania ostatecznych terminów na wieczne nigdy. Jestem ekspertem od brania na siebie miliarda zobowiązań, których nie mam szans wypełnić nawet w 10%. Pętla na szyi i uśmiech psychopaty na pysku mode on.

WPiA UG jest ekspertem od wyrażania tego, jak bardzo w dupie ma studentów. Naprawdę nie chce mi się już jeździć tam trzydzieści siedem razy w tygodniu i za każdym razem dowiadywać się, że jednak sorry, dżordż, ale w sumie przyjeżdżałaś po nic, bo i tak nikt nic nie wie.

Jest mi smutno, źle i z niczym się nie wyrabiam. Czy ja mogłabym w końcu dorosnąć?

I w ogóle proszę jednak, żeby ktoś mi opowiadał filmy, zanim zdecyduję się je obejrzeć, bo chociaż „Szkołę uwodzenia” oglądałam już jakieś osiem razy, to moje zdziwienie gdy Ryan Philippe umarł, nie miało granic.

Jezu, jezu, jezu. Nie przebrnę przez te ustawy do jutra choćby skały srały. Nigdy w życiu przez nie nie przebrnę, kurwa mać.

Pozdrawiam z otchłani miliarda przepisów, gdzie gin z redbullem leje się strumieniami, popiół od papierosów zaścielił całą podłogę i w każdej chwili może ugryźć mnie skorpion.

Mariusz Mix Kolanko i babka ze stulejką.

Jurak, Ty głupia ruro, dlaczegóż, ah, dlaczegóż, zostawiasz sobie zawsze wszystko na ostatnią chwilę? Dlaczegóż bierzesz się za naukie 2 dni przed zaliczeniem, które to zaliczenie supportuje Twój mołst importynt egzam? Noooo? Boś tępa jak stodoła.

Niechcemniesięuczyć. Nie chce mi się wracać na te studia. Jedyne, co mi się chce, to iść już na pierwsze spotkanie seminaryjne i zacząć zbierać materiały do pracy. Na szczęście trafił mi się taki promotor, jaki mi się trafił, więc chociaż jedna osoba przeczyta moją magisterkę. Rzekłam.

No czy ja naprawdę muszę zdawać te egzaminy? I dlaczego nie miałam w tym roku wakacji? Kiedy pensja wpłynie na konto? I dlaczego nie zarabiam dwa razy więcej? Dlaczego solarium u Tigera nierówno opala? Dlaczego chce mi się spać o 21? Dlaczego te administraty są takie nudne? Dlaczego jęczę jak niedoruchana pensjonarka?

I zapisałam się na medycynę sądową, ale pewnie przez tą głupią stocznię nawet sobie trupów nie pooglądam. Tak, jestem prosta i niewrażliwa. Że też montowania kadłubów u Lenina mi się zachciało.

No. To ja może pójdę pooglądać zdjęcia Gurovica.

Hello my love
It’s getting cold on this island
I’m sad alone
I’m so sad on my own
The truth is
We were much too young
Now I’m looking for you
Or anyone like you

We said goodbye
With the smile on our faces
Now you’re alone
You’re so sad on your own
The truth is
We run out of time
Now you’re looking for me
Or anyone like me

Na na na na…

Hello my love
It’s getting cold on this island
I’m sad alone
I’m so sad on my own
The truth is
We were much too young

Now I’m looking for you
Or anyone like you

——————————————

Cóż…


  • RSS