Płatki bzu.
2010-05-14 01:32:11
Noc, papieros, łóżko.
Ile razy leżałeś, patrząc w sufit i myśląc, że masz kurewsko piękne życie? Ja setki.
Lubię te momenty, kiedy czuję, że wszystkie moje błędy zaprowadziły mnie w to miejsce. Bo to miejsce jest najlepsze z dotychczasowych. A za tydzień będzie jeszcze lepsze.
I przeklinam codzień tysiąc sytuacji, ściskam róg poduszki, wycieram wilgotne powieki. Czytam te maile sprzed ponad dwóch lat i notki sprzed ponad półtora roku. I czasem boliboli. Ale nie żałuję ani jednej chwili. Bo TO wszystko było po COŚ.
I dziękuję za moje TO, które znam, i COŚ, którego jeszcze nie znam. Nie ma, że "się było i że się będzie".
JEST. Teraz. Łap to. Mimo wszystko.
skomentuj (3) |
-------------------------------------------------------------------
Bo czasem trzeba to nazwać.
2010-04-10 19:18:31
"Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu."
Stanisław Lem.
Tenks, Stasiu. Pozwolisz, że zapożyczę?
Nie wiedziałam, że wśród moich znajomych jest tylu idiotów, dopóki nie poznałam portali społecznościowych.
Bo widzicie, ja stałam w pierwszym rzędzie napierdalających głową w ścianę, kiedy Kaczyński wygrał wybory prezydenckie. Serio. Poglądowo żeśmy się z chłopakiem nie zgrali - jasna sprawa. Ba, niektórymi jego pomysłami gardziłam. Tak szczerze. I nawet nuta żalu i wstydu się pojawiała, że mój Wydział go wypuścił w świat z doktoratem. A część jego wypowiedzi powodowała u mnie fizyczne dolegliwości. Naprawdę.
Ale pociekła łza.
A potem kolejne, bezsilności i wszechogarniającego wkurwu, kiedy zobaczyłam reakcje kilkorga znajomych. Bo u mnie też wywołują drwiący uśmiech te wszystkie świeczki, masowe przyłączanie się do grup fuckbookowych wyrażających żalwielkiiszczerydojutra, ale szczerze mówiąc wolę taki zryw osiągający wymiar kultu Mao, niż pogardę dla tych ludzkich odruchów i udawanie, że nic się nie stało.
Bo się stało. Bo zginął człowiek. Głowa Państwa. Facet, który poświęcił kawał swojego życia dla tego kraju. Bo z nim zginęło kilkadziesiąt innych osób, Mężów Stanu, którzy o ten kraj walczyli dzień w dzień na tej cholernej Wiejskiej i poza nią. Zginęli ludzie, których ceniłam, szanowałam, ludzie, którzy dla mnie jako obywatela byli ważni. Ludzie, których nazwiska na tej czarnej liście wywołały dziwny ucisk w środku i szklane oczy.
Stało się, bo zginął kawałek Polski, kurwać. I jeśli ktoś tego nie czuje, to jest skrajnie głupi.
I powiedz mi, robaczku jeden z drugim, czy ci lepiej, jak ustawisz buntowniczy opis, oskarżając ludzi o fałsz i hipokryzję?
Czy lepiej, jak dołączysz do 4 grup pod hasłem "w pamięci ofiar" pomiędzy akceptowaniem kolejnych zaproszeń na imprezy?
Chciałabym wyłączyć to pudło i palić papierosa w deszczu, ale nie umiem. Nie umiem oderwać się od tych manifestacji głupoty, zacofania, najbardziej żenującej formy lansu, braku zrozumienia, braku LUDZKOŚCI po prostu. Taka moja mała, prywatna martyrologia. Typowa dla Polski, słyszałam.
Dziwny świat. Dziwny kraj z dziwnym piętnem.
A Barca z Realem zagrają dziś w czarnych opaskach. I pójdę oglądać. Z bliskimi ludźmi, którzy ROZUMIEJĄ.
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Lewus.
2010-01-17 04:00:47
Noooo. To trochę mnie nie było. A jak jestem, tzn. że jest źle. A jutro będzie jeszcze źlej (najźlej).
Noga mnie zaczęła niedomagać. Lewa. Ni to drętwienie, ni to mrowienie, ni to ból. Chujwieco lewej nogi. No i fajnie. Podreptałam na wydział, cośtam poczytałam, noga trochę wkurwiała, no ale co ja się będę jakąś nogą przejmować. I tu nastąpiła niespodzianka, bo chujwieco było uprzejme rozprzestrzenić się na rękę. Również lewą. Doktor medycyny ze mnie taki sam, jak nauk prawnych, ale cośtam skojarzyłam, że może z pikawą niehalo, a może z nerwami. Z głową, się znaczy. W moim przypadku rachunek prawdopodobieństwa prosty jak budowa cepa, toteż udałam się do pani nojrolog. Zszedłszy prawie w poczekalni, bo rodacy nie wpadli na to, że jak się składam na trzy części na krześle, to niekoniecznie z tytułu hobby, wlazłam, pani popukała młoteczkiem, pomacała po szyi, pomiziała po głowie i stwierdziła, że jednak z główką coś nierówno. No tyle to ja i bez niej wiedziałam. Dostałam pigułek duzioduzio wszelkiej maści i tyle samo skierowań na jakieś różne badania. Z okazji końca roboczego tygodnia poszłam się wykrwawić do laboratorium (tradycyjnie mdlejąc na fotelu ku przerażeniu miłej pani w fartuszku) i chciałam grzecznie czekać na poniedziałkowe wyniki, z których chuja zrozumiem.
Niestety, życie lubi niespodzianki i mimo przyjmowania różnych dziwnych pilulek, co mi miały naprawić popsuty ośrodkowy układ nerwowy, nic się nie naprawiło, a popsuło się jeszcze bardziej. Bo moja cała lewa strona zrobiła się jeszcze bardziej lewa. Tak lewa, że postanowiłam jednak zgodnie z zaleceniem pani doktór potraktować swoje pozostałe trzy szare komórki rezonansem.
No i chodzić jak pingwin też nie lubię zbytnio.
A gdzie hit na dobry początek roku? Ano tu, że nadchodzący tydzień zmarnuję umawiając się z szamanami, co mi będę prześwietlać resztki mózgu i odczytywać hieroglify z moich badań krwi, jak już się z nimi umówię, to pewnie i się spotkam, a nadchodzący tydzień miał być tygodniem tryumfu. Gdyż ponieważ w nadchodzącym tygodniu miałam rozpykać pierwszy z trzech combobonusów. Niestety, stan obecny nauce nie sprzyja, bo w jednej pozycji jestem w stanie wytrzymać ok 15 sekund. Potem zaczynam wyć. A ino te trzy combobonusy dzielą mnie od skończenia przymusowej wydziałowej edukacji i radosnego okresu pieszczenia mojej pracy magisterskiej.
Ale sorry, nóńu, egzaminy skończysz pewnie w październiku. A najpewniej wujek dziekan w końcu się wkurwi i wypieprzy cię z hukiem na repetę. Albo w ogóle wypieprzy. I rację mieć będzie.
Trza było wcześniej zdać, społeczniarska ruro.
skomentuj (2) |
-------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------
Jeftef najfłabfym ogńwem.
2009-02-02 23:46:30
Ok, więc to je tak. Mam tak ciasną pętlę na szyi, iż ciaśniej się nie da.
Nie mam czasu na ŻYCIE. Serio. I P., wiem, że mnie nienawidzisz, że mną gardzisz i najchętniej byś mi napluła w pysk i masz rację. Ale ja o Tobie myślę średnio 262781 razy dziennie, ino zanim uda mi się ubrać w słowa to wszystko, co chcę Ci powiedzieć/napisać, to jeszcze chwilę potrwa. Bo naprawdę nie mam się teraz czasu w dupę podrapać, a pisanie Ci jakichś farmazonów mija się z celem. I serio trzeba się nagimnastykować, żeby opisać to, co się dzieje wokół mnie przez ostatnie miesiące. Tak czy siak, nie wiem, jak Ty ze mną, ale ja z Tobą rozmawiam ;) Tylko mój standardowy okres wyłączenia się ze świata się tragicznie przeciągnął. 4-8 marzec jestem w Krakowie na miliard procent, więc szykuj się. K O C H A M. Twój niekontaktowy i aspołeczny dupek.
W piątek mam egzamin prawie tak zaległy, jak moje zaległości względem Biblioteki Wojewódzkiej, z której wypożyczyłam książki przed maturą. Iiii z kim ma egzamin niunia, która obraziła się na prodziekana, napisała odwołanie od jego decyzji do prorektora i jeszcze poszła nakablować na niego do dziekana? TAK! Z prodziekanem! :D No ale to, że na uczelni mam przejebane właśnie tak, a nie inaczej, chyba już naprrrrawdę nikogo nie dziwi.
Do tego do czwartku musimy zdać z J. trzy wypieszczone i wymuskane szafy dokumentów i czy muszę wspominać, iż jesteśmy w czarnej dupie? ;) Na szczęście tu już z górki. I fenk gad, gdyż pikawa mi ostatnimi czasy naprawdę nie wyrabia.
Poza tym w sumie constans. Na głowie jeden malutki i jeden OGROMNY projekt. I jestem taka ważna i zajęta. I kompletnie nieprzytomna. No i oczywiście jak już jest tak dramatycznie, że nie wiem, w co ręce włożyć, piszę notkę, żeby zmarnować kolejne kilkanaście minut :) Głupia rura.
A moj stan rozpierdolenia psychofizycznego rośnie i rośnie. I niedługo przerośnie mamę, tatę i sosnę.
No ale kto da radę, jak nie ja, rajt? ;)
Włanczam zegał!
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Święta, niby.
2008-12-24 00:17:25
Jest pusto. To wszystko. Puściej niż kiedykolwiek. W środku, na zewnątrz.
Burdel i pustka. Najgorsze możliwe połączenie.
Tęsknie za czymś, ale pojęcia nie mam, za czym. Za normalnością? To jest chyba teraz moja normalność.
Chce mi się płakać średnio osiemnaście razy dziennie, ale nie płaczę, bo po co. Płakałam tylko ze szczęścia, kilka razy w przeciągu tygodnia, bo jednak czasem sobie nie uświadamiasz jak wspaniałych ludzi masz wokół siebie, aż do wielkiego pierdolnięcia. Pierdolnięcie nastąpiło we wtorek, środę i piątek, toteż łzy lały się całkiem obficie.
Tak czy siak nie da się ukryć - P U S T O.
Z tego też tytułu idę uprawiać pustkę emocjonalną nad podłogą zawaloną gratami. Ona jedna po złości nie chce być pusta.
A żeby było tak superzabawnie, w Wigilę udaję się do pracy. Ihaha.
Człowiek, kurwa, orkiestra.
Ah, jakby kto pytał, pół roku mojego życia jest warte okrągły tysiąc złotych. Tak przynajmniej mniema korporacja.
Na święta życzę Wam w zasadzie tyle, żeby nie było pusto.
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Ma pani komputer?
2008-09-11 18:18:04
Tradycyjnie już P. przyjechała i P. pojechała.
"Czym się panie zajmujecie?"
Otóż panie zajmowały się głównie:
- piciem,
- paleniem,
- jedzeniem niezdrowego żarcia (poza sushi i incydentem z sałatką zrobioną przez P, który chciałabym wymazać z pamięci, gdyż ponieważ sałatka w rzeczy samej była pyszna, no ale to ciągle warzywa, nie?),
- mieszkaniem razem przez 90% czasu,
- nienawiścią stosowaną do całego świata,
- pogardzaniem Przyjaciółką z tytułu nieumiejętności wręczenia telefonu potencjalnemu mężczyźnie swojego życia (to ja P.) tudzież z tytułu brudnych nóg (to P. mną),
- przyłapywaniem mojego szefa na wyrywaniu dwudziestek w Spatifie,
- słuchaniem Pezeta wciąż i wciąż,
- kupowaniem pięknych toreb,
- "Przyjaźnieniem się" przez duże P,
a także sraniem pod siebie przed sesją w pełnym wymiarze godzin.
I spełniłam swoje perwersyjne marzenie (z małą pomocą P., która z cwaną miną stojąc przy McDonald'sowym śmietniku wycedziła "Patrz, te nie mają tego zabezpieczenia!").
Teraz P. wróciła do Krakowa i stawiła czoła egzaminowi, którego zakres jest poza moimi zdolnościami percepcji. Ze starcia wróciła z tarczą, toteż uśmiech mam dookoła głowy.
Ja dla odmiany powinnam stawić czoła egzaminowi, który jest poza jakimikolwiek moimi zdolnościami. Czytam na zmianę trzy najbardziej rzygawiczne ustawy na świecie. Na raz jestem w stanie przebrnąć przez maks dwie strony. Potem umieram śmiercią tragiczną, czytając o budowach, przedbudowach, rozbudowach, nadbudowach i chuj wie jakich jeszcze "dowach".
W pracy bajabongo na resorach. Jakbyście potrzebowali kogoś, kto na akord zeskanuje 300 stron aktów notarialnych, pliz du nat hezitejt tu kol mi.
No ale co tam. Mam nowy półsłużbowy telefon. Teraz tylko muszę przyciąć prezesa w burdelu, to dostanę mercedesa i wakacje na Maderze.
I ogólnie to... "Jak będę dała radę to tak, a jak nie to nie". Proste, nie?
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Ewrybady pomarańcze.
2008-09-07 11:30:02
Jestem ekspertem przesuwania ostatecznych terminów na wieczne nigdy. Jestem ekspertem od brania na siebie miliarda zobowiązań, których nie mam szans wypełnić nawet w 10%. Pętla na szyi i uśmiech psychopaty na pysku mode on.
WPiA UG jest ekspertem od wyrażania tego, jak bardzo w dupie ma studentów. Naprawdę nie chce mi się już jeździć tam trzydzieści siedem razy w tygodniu i za każdym razem dowiadywać się, że jednak sorry, dżordż, ale w sumie przyjeżdżałaś po nic, bo i tak nikt nic nie wie.
Jest mi smutno, źle i z niczym się nie wyrabiam. Czy ja mogłabym w końcu dorosnąć?
I w ogóle proszę jednak, żeby ktoś mi opowiadał filmy, zanim zdecyduję się je obejrzeć, bo chociaż "Szkołę uwodzenia" oglądałam już jakieś osiem razy, to moje zdziwienie gdy Ryan Philippe umarł, nie miało granic.
Jezu, jezu, jezu. Nie przebrnę przez te ustawy do jutra choćby skały srały. Nigdy w życiu przez nie nie przebrnę, kurwa mać.
Pozdrawiam z otchłani miliarda przepisów, gdzie gin z redbullem leje się strumieniami, popiół od papierosów zaścielił całą podłogę i w każdej chwili może ugryźć mnie skorpion.
Mariusz Mix Kolanko i babka ze stulejką.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
No nie stękaj już.
2008-08-25 20:59:57
Jurak, Ty głupia ruro, dlaczegóż, ah, dlaczegóż, zostawiasz sobie zawsze wszystko na ostatnią chwilę? Dlaczegóż bierzesz się za naukie 2 dni przed zaliczeniem, które to zaliczenie supportuje Twój mołst importynt egzam? Noooo? Boś tępa jak stodoła.
Niechcemniesięuczyć. Nie chce mi się wracać na te studia. Jedyne, co mi się chce, to iść już na pierwsze spotkanie seminaryjne i zacząć zbierać materiały do pracy. Na szczęście trafił mi się taki promotor, jaki mi się trafił, więc chociaż jedna osoba przeczyta moją magisterkę. Rzekłam.
No czy ja naprawdę muszę zdawać te egzaminy? I dlaczego nie miałam w tym roku wakacji? Kiedy pensja wpłynie na konto? I dlaczego nie zarabiam dwa razy więcej? Dlaczego solarium u Tigera nierówno opala? Dlaczego chce mi się spać o 21? Dlaczego te administraty są takie nudne? Dlaczego jęczę jak niedoruchana pensjonarka?
I zapisałam się na medycynę sądową, ale pewnie przez tą głupią stocznię nawet sobie trupów nie pooglądam. Tak, jestem prosta i niewrażliwa. Że też montowania kadłubów u Lenina mi się zachciało.
No. To ja może pójdę pooglądać zdjęcia Gurovica.
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Koop Islands Blues
2008-08-23 23:19:03
Hello my love
It's getting cold on this island
I'm sad alone
I'm so sad on my own
The truth is
We were much too young
Now I'm looking for you
Or anyone like you
We said goodbye
With the smile on our faces
Now you're alone
You're so sad on your own
The truth is
We run out of time
Now you’re looking for me
Or anyone like me
Na na na na…
Hello my love
It's getting cold on this island
I'm sad alone
I'm so sad on my own
The truth is
We were much too young
Now I'm looking for you
Or anyone like you
------------------------------------------
Cóż...
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Komunikat.
2008-08-21 23:38:10
Uprasza się uprzejmie Szczeciniaków, ażeby nie krzyczeli 200m od stadionu naszego szacownego klubu piłkarskiego: "Lechia Gdańsk, kurwy, scheiss", gdyż ponieważ mogą skończyć tak jak ten pan, co zostawił brzydką czerwoną plamę na chodniku. A po cóż to komu, no po cóż.
Prosimy również o nie gonienie tubylców z okrzykiem na ustach "Chodź, kurwa, na solo, jebany Lechisto!" (znaki przestankowe zgodnie z wyobraźnią autora), gdyż ponieważ "jebanych Lechistów" jest tu trochę więcej niż ten jeden, którego we dwóch goniliście i w zupełnie nieoczekiwanym momencie mogą wyskoczyć zza winkla i sprzedać dwa strzały w pysk.
To mówiłam ja, bliska sąsiadka stadionu Lechii, pod której osobistym balkonem dostaliście dziś w mordę.
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
2008-08-20 08:50:09
Pijąc trzecią tego dnia kawę, grzejąc krzesło przy moim służbowym biurku o tej barbarzyńskiej godzinie, pomyślałam, że de facto jest jedna rzecz, która może mnie zabić. Wstawanie do pracy na godzinę 8. Praca od 8 do 16 w ogóle. Dlatego jednak powinnam skończyć te studia, a potem zająć się czymś zupełnie niezwiązanym z ich kierunkiem. Np. piciem z M. i R. w Sopocie, piciem z P. w Krakowie, wracaniem z imprez o 6 nad ranem i spaniem do 14. A w międzyczasie rządzeniem się w mojej własnej firmie.
Kiedyśtam, w zasadzie całkiem niedawno, paląc papierosa i paprając prześcieradło popiołem wymyśliłam syndyka masy upadłościowej. Okazało się wszakże, iż (cóż za nieprawidłowa konstrukcja, oh ah!) w tym celu powinnam zajmować stanowisko kierownicze przez lat 5. Dobrze to, pomyślałam; przecież lubię się rządzić. Mankamentem jednak tego mhrocznego planu gotyckiej trzynastki jest fakt, iż nie dysponuję chwilowo żadnym idiotą, który zdecydowałby się na zatrudnienie mnie na takowym stanowisku. Toteż sama się zatrudnię. Mhroczne, nie?
I w ogóle: coś Ty, cipo, myślała, jak zapisywałaś się na seminarkę z Teorii i filozofii państwa i prawa? Że niby się pisze o tym, co Cię interesuje? Głupia rura. Skończę parząc kawę w osiemnastej firmie zarządzanej przez mojego pana dyrektóra. Chyba, że kogoś poza moim promotorem kręci prawnokarne rozliczanie przeszłości.
Spojrzałam właśnie w kalendarz i uświadomiłam sobie, że za tydzień muszę zaliczyć tzw. ćwiczenia. Pan od administratów pół roku mnie nie widział, to pewnie zatęsknił. Jakaś 5 by się przydała w tym nędznym indeksie w końcu. Poza tym ludzi powinno ostrzegać, że w dyplomie umieszczają cały pakiet słoneczny ich ocen. Odebrałam dyplom Kamila i z przerażeniem sobie uświadomiłam, że za 2 lata jakaś krowa w dziekanacie upokorzy mnie po stokroć pokazując paluszkiem cały przebieg mojej uniwersyteckiej kariery. Ihaha, ciekawe, czy będą też moje dwa buty z finansów.
Z serii życiowe rozterki część stopięćdziesiątaósma: na chuj mam kupować karnet na Prokom, skoro rozwiązali kontakt z Gurovicem?
Hmmm... Co by tu porobić... Wiem, kurwa, pouczyć się.
PS: Tak generalnie to niczym się nie przejmuję, rodzice jadą kiedyśtam do Turcji, co cieszy mnie bardzo, bo kolejny wypad na Chorwację oznaczałby kolejne 10 litrów cuchnącego samogonu (argument, że nie ma się po tym kaca absolutnie do mnie nie przemawia - zapach ma cokolwiek nieparlamentarny), E. przyjeżdża do Gdańska i może nawet zabierze ze sobą J., a ja mam nowe buty. Szalenie wygodne.
PS2: Moja mama się zaraziła i co trzecie słowo używa teraz "generalnie". I "generalnie" mnie za to nienawidzi. :)
PS3: P., byłabym zobowiązana, gdybyś jednak włączyła komentarze na swoim blogu :P
skomentuj (1) |
-------------------------------------------------------------------
Zwierzenia.
2008-08-18 00:48:12
S: Bo widzisz... To jest moje drugie perwersyjne marzenie, zaraz obok wrzucenia tacy z Maca do śmietnika. Podchodzisz do szyby, patrzysz na jedzących ludzi i puszczasz hafta na tą szybę. Wiesz, np. w Macu albo jakiejś innej drogiej restauracji.
M: ...
Pijana byłam, nie liczy się. Poza tym w Macu podnoszą ceny i niedługo to naprawdę będzie droga restauracja.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Notka dedykowana.
2008-08-13 12:25:21
Czasem kończy się właśnie o 16, a czasem o 12 następnego dnia, kiedy wsadzasz mnie do pociągu (nawet, gdy o 5 rano pod Kitschem marzycie tylko, żeby to było JUŻ i żeby wrócić i iść spać, a ja powtarzam "Chodźmy gdzieś" zdecydowanie za głośno i za często :)).
Zawsze półwytrawne - do spaghetti, do shoarmy, do golonki. Chociaż z Tobą może być nawet słodkie i w kartonie.
Możesz. Ja i tak będę dzwonić do skutku. A potem ja przestanę odbierać i dzwonić będziesz Ty. Taka nasza mała telefoniczna gra, o którą się nigdy nie obrażamy.
Bo czasem dobrze jest tęsknić. Naprawdę.
A czy wtedy obchodziłoby Cię to tak samo?
Ani jedno, ani drugie. Tak sądzę.
Do przodu. Nigdy na skróty i zawsze po największych zakrętach.
No właśnie - warto?
Najczęściej i jedno i drugie. (Czy tylko ja jeszcze płaczę przy Baczyńskim?)
Nie wiem. Wiem, że jest :)
Ja jestem Zła, Ty jesteś Gorsza, on jest najgorszy.
Japonki (swoją drogę to zabawne, przeszłam w nich pół Krakowa, a rozpieprzyłam je wracając do domu po schodach).
Wódka. Wódka, wódka. A rano pójdę po wodę, Nestea, Tigera edited limition ( ;) ) i po papierosy, których nie zapalisz przez następne 8 godzin.
Różowe. I pluszowe najlepiej. Z czarnym i skórzanym.
Pigułka.
My. Bo moja jest mojsza, a Twoja jest Twojsza, a jego nie jest wcale.
Oszywiście!
No przecież, że Tamata!
Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.
A wiesz, że sama się czasem zastanawiam?
Jakby się dało...
Już nie, tylko trochę, nic nie szkodzi.
Tak, tak, trochę tak...
Co za różnica? Przecież i tak następnym razem zostawisz je u mnie.
6,47 zł.
A wspina się Pani po tych górach? ;)
Zawsze.
Owszem, choćby i nawet ona nie miała nas uratować.
Podręcznik do rosyjskiego się liczy?
Nie lubimy kotów. To chyba dlatego.
Kto, ja? ;)
Nie lubię, jak stawiasz "nawet" obok "ja".
Jeśli tak, to "czas najwyższy zahodować w sobie tą świadomość", że jednak nie. Wcale. Ani trochę.
Bianco.
Wbrew pozorom coraz radziej, prawda?
Wcześniej, niż później.
Teraz zaraz.
Często i licznie.
WIEM.
ROZUMIEM.
Żal Ci tylko trochę, a powinno być wcale.
Widzisz? Na wszystko jest odpowiedź. Jakaśtam.
A gdybyś uważała na polskim, to byś wiedziała, że ZAWSZE na początku jest chaos. Jeśli jest chaos, to jest i początek. A ja ostatnio dużo bardziej jestem za wszelakimi początkami, niż końcami.
BRAWO. ;)
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
...
2008-08-12 00:30:24
Jeszcze kilka uderzeń w klawiaturę i kliknięć myszką i pęknie mi serce. P Ę K N I E.
Gdzie jest reset...? Erase and rewind.
Boli niewyobrażalnie mocno. Najmocniej.
Nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić. Nigdy. Tylko to jest ten moment, w którym muszę zadbać o ten badziew, który noszę pod żebrami. Bo już wiem, że nikt inny o niego nie zadba.
Utonęłam we własnym bagnie.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
[tytułu dzisiaj nie będzie]
2008-08-11 15:23:58
Od dłuższego czasu towarzyszy mi poczucie, że chciałabym być gdzie indziej.
Irracjonalne wrażenie, że w Krakowie byłoby mi lepiej. Już nie sam Kraków, już nie te ulice, już nawet nie Spokój z kanapami, w które dobrze byłoby się czasem zapaść. Bardziej P., bo na odległość jednak łatwiej być, niż BYĆ. "Dobrze jest być częścią" - mawiała P. Ale cząstką już mniej. A tak się czuję. Jesteśmy cząstkami swoich paralelnych (jaka palalela? Co to w ogóle jest? Czy Ty chodziłaś do jednej klasy z Mikołajem Jejem?) światów. I ok, może tymi naistotniejszymi i może tylko to się liczy, ale wolałabym jednak czasem móc wieczorem iść z nią na spacer, a rano napić się kawy. Być częścią jej rzeczywistości, a nie fatamorganą na drugim końcu Polski.
Bo czuję, że moja rzeczywistość jest coraz mniej moja. Coraz mniej jest. I ja też coraz mniej jestem. Zgubiłam się już jakiś kawałek temu zupełnie tego nie zauważywszy. A teraz stoję z rozdziawionymi ustami pani ze sklepów dla dorosłych i zastanawiam się, co dalej.
A wczoraj piłam wino, paliłam papierosy i słuchałam składanki 17 najbardziej smętnych piosenek na świecie. I nie było ani dobrze, ani szczęśliwie. Może trochę spokojniej. Spokój, którego tak mi brakowało i którego zabraknie mi już za krótką chwilę, w tym momencie świdruje mi wnętrzności. Czekam na moment, aż przeskoczy tą cienką granicę i zmieni się w szczęście. Na razie jest po prostu pusto.
Podświadomie czekam na jakiegoś maila. Nie wiem po co, nie wiem od kogo, nie wiem, o jakiej treśći. Wiem, od kogo nie. Tak po prostu czekam. I chciałabym, żeby ktoś mnie zabrał nad ocean.
I czemu mi tak dziwnie? Łajołłaj? Boś pipa, nie?
Niech mi już przejdzie, no.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Kraków piękne miasto.
2008-08-04 22:20:49
Wszyscy pytają, jak było w Krakowie, toteż spieszę poinformować, iż:
W Krakowie było tak, że dziś o 18 zjadłam pierwszy posiłek, po którym nie chciało mi się umrzeć.
W Krakowie było tak, że przez weekend zdążyłam się zakochać w Spokoju, Kitschu (pierwszy raz w życiu słyszałam "Closer" z głośników innych, niż te w moim laptopie), Carlito (mimo, iż P. wciąż z pogardą odnosi się do mojego zamiłowania do oliwek), Malowanym Chłopcu, Geju Architekcie, Buce i Chłopcu Teatralno-Wielofunkcyjnym. Łatwa jestem z tym zakochiwaniem jednak ;)
W Krakowie było tak, że zaczęłam P. zazdrościć, że obcuje z tak innym od mojego wymiarem.
W Krakowie było tak, że przypomniałam sobie wszystkie P. i moje najlepsze momenty. Mnóstwo, mnóstwo.
W Krakowie było tak, że zasypiałam spokojnym i szczęśliwym snem (na co naturalnie wpływ miały również obrzydliwe ilości alkoholu, ale wyjątkowo były suplementem, nie substytutem).
W Krakowie było tak, że na długą chwilę zachłysnęłam się własnym szczęściem.
W Krakowie było tak, że lepiej być nie mogło.
Zamyśliłam się dziś nad kawą i papierosem. Myślałam o P. i jej miejscu w moim życiu. I to chyba trochę tak, że mój Anioł Stróż się zmaterializował. I to abstrahując już od tego wydarzenia, które w sumie stało się zaczątkiem naszej przyjaźni, kiedy to P., wchodząc na wysokie tony, uratowała mi życie, a dupę na pewno.
Po prostu P. jest kimś, kto zapewnia mi wewnętrzny spokój. Kto utwierdza mnie w przekonaniu, że "nie ma nic na zawsze" to wyświechtany slogan. Kimś, z kim czasem można po prostu milczeć ze świadomością, ze on i tak wie. Bo ja nie umiem mówić dużo i mądrze, nie mam gotowych rad, nie mam nawet takich średnio wysmażonych; surowych nawet. Ale fenomenem P. jest to,że kiedy po jej monologu mówię "gnój", to ona ma stuprocentową świadomość tego, że gdyby ów gnój był obok, najpewniej rozciągnęłabym jego wnętrzności dookoła rynku, bo święcie wierzę, że nie jest wart tej sekundy, w której przez jej oczy przemyka smutek.
I kiedy rozmawiamy o aborcjach, piętnastolatkach w za ciasnych portkach czy też ludziach lubiących kminek, bo z P. jest tak, że można zawsze i o wszystkim, to nawet to, że najwyraźniej spędziłam pod lodem ostatnie 20 lat bo ni w ząb nie rozumiem, mi nie straszne. Bo ona była pod tym samym lodowcem, a przynajmniej pod sąsiednim. Bo ona rozumie. I to mi wystarczy.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Dziś.
2008-07-22 22:45:59
Dziś jest jeden z tych smutnych dni.
Czuję wewnętrzną powinność napisania o Brukseli, ale dziś mogę tylko spłycić. Zresztą kiedykolwiek i czegokolwiek bym nie napisała, to i tak spłycę. No bo co mam napisać. Cudowni, cudowni ludzie. Jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się w życiu przytrafiły. Chłonę to wszystko całą sobą i przez długą chwilę jest mi tak po prostu dobrze.
E. wróciła, z R. idę jutro odwiedzić w pracy Synusia, a w piątek nareszcie jadę zobaczyć P. I czasem można się zachłysnąć drugim człowiekiem i uwierzyć, że w zasadzie to jest ok. Tylko wieczorem w tych czterech ścianach wydychasz z płuc dym i czujesz, że to właśnie...
... dziś jest jeden z tych smutnych dni. Stanowczo zbyt duże ilości papierosów zagryzam czereśniami, starannie wybierając te jasne spośród ciemnych, bo tata jak na złość zmieszał 2 gatunki w jednej torebce. I nikt mnie nie przekona, że ciemne są lepsze. Co prawda jak byłam mała, istotnie wydawało mi się, że ciemne są lepsze, ale wydawało mi się też, że wyjdę za Jarka Jakimowicza ;) I jeszcze parę innych banałów mi się wydawało.
To wszystko miało być trochę inaczej, nie?
Najgorsze, że nigdy się nie dowiem, czy tak naprawdę dobrze zrobiłam. Kurwa.
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Żoana de Żurak.
2008-07-06 15:00:22
Chói bombki strzelił, choinki nie będzie. Oczywiście pan ćwiczeniowiec musiał się zemścić za to, że ani razu nie byłam na ćwiczeniach, potraktował mnie jak małą, śmierdzącą kupę i kazał przyjść tydzień później. Tydzień później to było już "za późno", bo po egzaminie. Tym cudownym sposobem powiedziałam panu sajonara i sija we wrześniu i rozpoczęłam wakacje, które z wakacjami mają tyle wspólnego, co nic. Bo ńóńa pracuje i ńóńa w końcu musi przestać olewać ELSA. I ńóńa mało odpoczywa, dużo łorkuje, dużo pali i dużo pije.
I cholera naprawdę tęsknie za takimi wieczorami, jak ostatni, kiedy zakupy z R. zmieniają się w kino, zabieramy jeszcze M. i pijemy na sali drinki z plastikowych butelek, które to drinki dłońmi mymi osobistymi spreparowałam w Carrefourowym kiblu. A potem wsiadamy w taksówkę, jedziemy do Sopotu, znów palimy i pijemy, a potem ja jem kebaba pod Rezydentem i tłumaczę 3 grupom wycieczkowym, że R. wcale nie ma doła z powodu faceta, który ją rzucił, tylko właśnie wróciła z krzaków, w których rzygała z M.
Trochę mi ciąży na wątrobie, że nie bardzo wiem, co począć z tym moim nędznym życiem. Jestem na wymarzonej seminarce, jakiśtam pomysł na magisterkę mam, tylko co dalej? Z jednej strony turbofajnie wyszło z tą pracą, z drugiej zaczyna mi trochę ryć beret, bo poczułam smak własnej wypracowanej (czasem wybitnie ciężko) kasy i myślę sobie czasem, że chciałabym już tak w tym kierunku kicać. I że te studia to mi naprawdę tylko życie komplikują, bo muszę się użerać z jakimiś starymi kutasami żyjącmi od 40 lat prawem rolnym i mającymi mi za złe, że ja tym nie żyję. (Gwoli wyjaśnienia - nie miałam i mieć nie będę na studiach przedmiotu "Prawo rolne".) I strasznie mnie to frustruje, bo czasem mam takie przebłyski, że chciałabym zostać na uniwerku, a czasem mi się marzy, żeby ten fotel przy mahoniowym biurku był mój teraz zaraz. I te grube tauseny ( ;) ) na koncie też.
A może ani jedno ani drugie? A może przestałabym już pierdolić i zaczęła kompletować garderobę do Brukseli, bo jadę już w środę, a fakt, że pan z hotelu po jednominutowym telefonicznym wstępie, w którym wyjaśniałam, że brak potwierdzenia mojej rezerwacji delikatnie mnie niepokoi wykrzyknął radośnie: "AAA! Mys Żoana Żurak!" trochę jednak zobowiązuje? A może przygotowałabym w końcu ofertę marketingową? A może zrobiłabym listę dokumentów, które muszę zostawić w jednym miejscu żeby Rada Nadzorcza i Zgromadzenie Wspólników tym razem mogły się odbyć? A może po prosatu oleję to wszystko i pójdę na solarium? ;)
A poza tym to czy ja naprawdę MUSZĘ, powtarzam, MUSZĘ mieć taki burdel w pokoju? No, de Żurak, zbierz się. Ile można żyć w takim chlewie. ;/
skomentuj (0) |
-------------------------------------------------------------------
Hm.
2008-06-17 08:47:54
Paląc 5tego tego ranka papierosa w łóżku moim osobistym spojrzałam w dół krytycznym okiem i stwierdziłam, iż brzuch mój wymaga solarium. Natychmiast. Natentychmiast. Wymaga też co prawda utraty jakichś 30cm, ale nie wszystko na raz, nie?
Wy środę ostatnie zaliczenie, wy sobotę ostatni egzamin. Jak miuo. Do września żegnam się czule z wkuwaniem pierdół. I mam nadzieję, iż we wrześniu będę miała przyjemność ino z tym egzaminem, co go sobie sama na owy wrzesień zaplanowałam. Pani od cywila i panowie od gospodarów nie zorganizują mi paru wrześniowych dni, prawda? No pliiiiz.
A pan Dyrektór miał wypadek. Poważny. Zadzwoniłam, zapytałam jak się czustwuje, odrzekł coś niby na wesoło, nawet jak dobry wujek zapytał o egzamin, ale brzmiał nędznie dosyć. Smutno.
I smutno też z paru innych powodów.
Niech ja już wygram w tego totka, no.
skomentuj (2) |
-------------------------------------------------------------------
|